No cóż po ciężkiej Marszrutkowej przeprawie do Lwowa, dojechałem do tego pięknego założonego przez polaków miasta (Ukraińcy mają na ten temat inne zdanie). Po drodze mijałem cudowny bazar, pełen różnych specjalności, niestety nie udało mi się do niego później dotrzeć .
Pierwsza rzecz na miejscu to oczywiście poszukiwania toalety, a później czyszczenie rąk specjalnym środkiem do odkażania. Później biegnę na dworzec szybko wymienić ostatnie złotówki na hrywnie. W środku jest bardzo elegancko i stylowo, trochę XIX wiecznie. Rozglądam się uważnie, bo wszyscy ostrzegali mnie przed strasznymi złodziejami czyhającymi na ciebie z każdej strony - niestety nie doświadczyłem takich wrażeń podczas całego pobytu na Ukrainie. Pod koniec nawet chciałem żeby mnie okradli, aby cokolwiek z tego co mówiono mi o Ukrainie okazało się prawdą. No, ale nic widocznie wszystkiego trzeba doświadczyć na własnej skórze. Moja skóra doświadczyła tylko niebywałego gorąca...
Kupuje bilety do Ivan Frankijska. Autobus tym razem trochę większy, ale również bez klimatyzacji, więc po raz kolejny pot spływa mi wiadrami. Jeden z uczestników tej podróży poradził sobie z tym korzystając z miniaturowego wiatraczka... wszyscy zaczęli licytować to jego cudo, lecz był on bezcenny i pozostał przy właścicielu (nie dziwie się).
Gdy robi się trochę chłodniej tworzę swoisty kontrast z otoczeniem i wyciągam laptopa reprezentującego w tamtym momencie XXI wiek. (oczywiście dla zabicia czasu podczas upalnej podróży). Widoki wtedy też nie były zbyt zachwycające, więc nic nie tracąc gram w jakiegoś pasjansa - usprawiedliwiam się. Gdy i pasjans przyprawia mnie o ból nudy zaczynam czytać wszystkie napisy, które dostrzegam za szybą busa. Pamiętam że podobnie robiłem w dzieciństwie z polskimi napisami i podobnie wolno czytałem. Strasznie dłuży mi się ta podróż, wszędzie pełno złoceń i narodowych symboli Ukrainy - niezwykle patriotyczny naród, no i oczywiście olśniewające swoją dokładnością mozaikowe przystanki. Po zbyt dużej ilości godzin dojeżdżamy do Ivano-Frankowska!... i przygód c.d.n

napisano 23 sierpnia 2011



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz