piątek, 5 sierpnia 2011

1 dzień 12:39 - Marszrutka

To co chyba było dla mnie najbardziej niesamowite na Ukrainie - komunikacja, szczególnie niezapomniane przepocone żółte busiki zwane "Marszrutkami". Pierwszy raz poczułem że jestem na Ukrainie właśnie wtedy kiedy wsiadłem do tego busika. Wygląda to mniej więcej tak: wchodzisz rzucasz 5-20 Hrywni (ukraińska waluta) na turecki dywanik obok kierowcy, siadasz i przyklejasz się do siedzenia bo jest 40 stopniowy upał. Za tobą wsiada dalsze 40 osób, chociaż pojazd ma miejsca na max ok 20. Na kolejnych przystankach wsiadają kolejne osoby dopychając całą resztę, chociaż tłok jest taki że ludzie zaglądają sobie do dziurek w nosie, a intymność zarezerwowana tylko dla kochanka przestaje mieć znaczenie. I uwierzcie mi tłoki w polskich autobusach, czy pociągach to jak by porównać szybkość TGV i PKP. A najlepsza jest atmosfera w busiku, wszyscy gadają i się śmieją, oczywiście pomiędzy kolejnymi machnięciami chińskich wachlarzy.
Znalazłem ciekawy fragment o Marszrutce na wikipiedii "Pomimo, że przepisy pozwalają na przewożenie pasażerów jedynie na miejscach siedzących, powszechne jest przewożenie pasażerów stojących. Jednocześnie z powodu częstego przeładowania i panującego tłoku częste są w nich przypadki kradzieży." - z tym ostatnim się nie zgadzam, a przy najmniej tego nie doświadczyłem na szczęście.
Wracając do samego boga, którym jest w tym busie kierowca to jego świątynia wygląda niezwykle mistycznie. Wszędzie pozawieszane święte obrazki, turecki dywanik i zwisające zasłony jak z Indii. Brakuje tylko kadzidełek, a pomyślałbym że to świątynia na kółkach.  
Co jakiś czas do pojazdu wsiadają tajemnicze babcie z torbami, które tworząc swoisty Wars serwują wódkę, rozpuszczone lody i czekoladowe rozciapane cukierki. Upał jak w Hiszpanii...






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz